10 zdań: Dariusz Adamowski, „Gub, trać, porzucaj”, Mamiko, Nowa Ruda 2012

wtorek, 15 stycznia 2013 | Komentarze zostały wyłączone.

Trzecia książka poetycka Dariusza Adamowskiego przynosi wiersze, które próbują znaleźć dla siebie miejsce na przemian w doświadczanej codzienności, dotykalnej i jak najbardziej konkretnej, oraz w sferze metafizyki, gdzie rozpływają się w pojęciach abstrakcyjnych. Nie należy jednak traktować owego rozpływania w kategoriach pejoratywnych, jest to raczej próba zajrzenia pod podszewkę rzeczywistości, gdzie „to co zasłonięte musi zostać odkryte” (por. wiersz „Rozpruwacz”).
Pokora, z jaką Adamowski opisuje świat jest godna podziwu. W szerszej perspektywie wszystko wydaje się pozbawione znaczenia: wszechświat jest mały, a Wielki Wybuch to zaledwie iskierka w fabryce sztucznych ogni (por. „Drugi wiersz publicystyczny”), ruch jest pozorny i pozorowany przez wieki (por. wiersz „oko/PEŁNIA”), a pisze się po nic (por. wiersz „Po to”), bo natchnienie to nic więcej, jak tylko oddech na mrozie (por. wiersz „Bajka”).
Interesująca w kontekście całego tomu wydawałaby się odpowiedź na pytanie, czy jest to wyłącznie pokora podyktowana wyznawaną przez Adamowskiego filozofią, czy też pokora wymuszona przez rozczarowanie zastanym porządkiem, zaakceptowanie go i rezygnacja spowodowana tymże rozczarowaniem. Takiej odpowiedzi Autor nam nie udziela. Możemy się jej jedynie domyślać z „recept” rozsianych po tomiku, jak choćby tej z wiersza „Jihad”, gdzie czytamy: „Nie wystarczy uzbroić się w cierpliwość (…) // Trzeba się odzwyczaić / od przyjemności, przyjemnostki, od każdego przerażenia / i strachu przed strachem. Odwyknąć od życia. //  Od śmierci. / Od czasu”. A zatem być, jakby się nie było.
Znajdziemy tutaj cały wachlarz odniesień do filozofii Dalekiego Wschodu i z pewnością dla kogoś, komu jest ona bliska, lektura „Gub, trać, porzucaj” będzie intrygującą, intelektualną przygodą polegającą na odkrywaniu kryptocytatów, interpretowaniu nakładanych na siebie znaczeń, w końcu spojrzeniu w głąb siebie, w pustkę, którą wszyscy w sobie nosimy.
Dwa wiersze zwróciły szczególnie moją uwagę. „Nie będzie” to jeden z najbardziej pesymistycznych i gorzkich utworów, jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Poruszający w swojej prostocie, brzmi jak zapowiedź nieuchronnego wpisania się w schemat, który zacznie się w końcu nami żywić: „Nie będzie, nie będzie prawdziwych podróży / w twoim długim życiu. Pozostanie ci zmiana / tapet i wykładzin. (…) // Obudzisz się w nowym świecie / ze starym, bardzo starym przeczuciem, czekając / na znak. I nic się nie pojawi. (…) // Sen w tobie / ocknie się, oprzytomnieje. Przestanie się śnić.”, by zacytować tylko co smakowitsze fragmenty.
Drugim wierszem jest utwór tytułowy tomiku. Nienachalnie rymowany sonet (jeden z wielu wierszy, którym Autor nadał regularną formę) mówi, że to nie otaczająca rzeczywistość zostawia w nas ślady, ale to my zostawiamy kawałek siebie na tym, czego dotykamy. Odchodzimy niepostrzeżenie (krew podczas mycia zębów, złuszczony naskórek, włos na podłodze, ale też plany i marzenia gubią się, rozpływają w codzienności).
Poezja nie ocala. „Pisz prędzej — / gub, trać, porzucaj, aż nic nie zostanie” puentuje Adamowski, zdając się mówić, że każdy wiersz jest wyzbywaniem się siebie w drodze do wspominanej wyżej doskonałej pustki.
Najnowszy tomik białostockiego poety to książka, której nie chciałbym ani zgubić, ani stracić, czy gdzieś przypadkowo porzucić. To książka, do której chciałbym wracać aż „pozostanie pusta / przestrzeń i światło. I nie będzie puenty” (por. wiersz „Z Tybetańskiej Księgi Umarłych”).

[prwdr.: „Topos”, nr 6/2012, s. 182]

Teraz czytasz:

10 zdań: Dariusz Adamowski, „Gub, trać, porzucaj”, Mamiko, Nowa Ruda 2012.

Szczegóły:

Komentarze zostały wyłączone.