10 zdań: Bogdan Prejs, „ce ha”, Instytut Mikołowski, Mikołów 2012

piątek, 21 czerwca 2013 | Komentarze zostały wyłączone.

Najnowszy zbiór wierszy Bogdana Prejsa (ur. 1963) czyta się trochę jak dziennik, w którym poeta odnotowuje ważne bądź ciekawe dla niego zdarzenia, a trochę jak zbiór literackich anegdot. Kilka z zawartych tu tekstów pozostaje niestety jedynie na poziomie anegdoty, pozbawione są drugiego, „poetyckiego” dna, które nadałoby im głębszy sens, jak chociażby otwierający tomik wiersz pt. „misie”, chociaż i tu, gdyby bardzo chcieć, można z tych pięciu wersów wyczytać więcej, niż prawdopodobnie się tam znajduje.
Jako całość ce ha czyta się dobrze. I szybko. To wiersze pozbawione poetyzmów, skupione na codzienności i skrupulatnie ją rejestrujące, ukazujące świat dokładnie takim, jakim jest — bez ubarwiania, zbędnej waty słownej czy wyrafinowanej dialektyki. Prejs pisze krótko i na temat.
Nadrzędną kategorią, w perspektywie której należałoby mówić o nowych wierszach autora smsa do ludożerców, jest — moim zdaniem — kategoria, nazwana na potrzeby tej noty kategorią „pomiędzy”. Utwory z ce ha szukają dla siebie miejsca pomiędzy wzniosłością a śmiesznością (por. „ofiarowanie”, „odwiedziny”, „najnowsza histeria polski”), wiekiem dojrzałym a młodością niemal niezauważalnie przechodzącymi w starość (por. ***, przekonany że nie wygląda na swoje lata…, „starsze kobiety mnie kochają a młodsze ignorują”, „american beauty…”), czy w końcu metafizyką a codziennością (por. wspomniane już „ofiarowanie” i „odwiedziny”, ale także ***, — nie płakałem po papieżu — mówi waldek…, znakomite „oddechy do dechy” oraz ***, rano znowu umarłem… ze znakomitą puentą: „to się staje nużące. powtarzalność śmierci. rutyna zmartwychwstania”).
Na kartach ce ha Prejs nie jest poetą sam dla siebie. Otacza się rodziną i przyjaciółmi (obecnymi w tych wierszach na równych prawach z autorem), którzy bywają przywoływani niekiedy po imieniu, a niekiedy po imieniu i nazwisku, co jeszcze bardziej te wiersze uwiarygodnia i usprawiedliwia ich mocno eksploatowaną dialogowość. Można miejscami odnieść wrażenie, że tomik ten jest swego rodzaju „darem przyjaźni”, z którego czytelnik nie uczestniczący w życiu mikołowskiego środowiska literackiego nie wyczyta wielu ukrytych w nim treści (por. „strachy przy harnasiu” z podtytułem „tylko my oboje wiemy o co chodzi. prawda?”).
Jednym z najlepszych dla mnie utworów tomiku, jednocześnie oddającym w dużej mierze poetykę Prejsa, pozostaje wspominany wyżej wiersz pt. „oddechy do dechy”: „na zamarzniętej szybie napisałem / — jestem // chuchnąłem na nią kilka razy // i już mnie nie było”.
Po ce ha z całą pewnością warto sięgnąć choćby dlatego, że są to wiersze dobrze napisane, miejscami zabawne, podszyte jednak wszechobecną gorzką ironią i mówiące o czymś konkretnym, co bywa ostatnio coraz rzadsze. Nawet jeśli książka Prejsa okaże się jedynie napisem na zamarzniętej szybie, który po chwili zniknie, to dla poety pozostanie świadectwem jego „tu i teraz”. I kto wie, może tyle wystarczy w naszych zabieganych, zdominowanych przez nowe technologie czasach, gdy siedząc „w piżamie przed kompem o trzeciej w nocy zamieniamy na czacie parę zdań z kimkolwiek patrząc, jak rozbłyska słoneczko gg” (por. „przed kompem. głęboka noc”).

[prwdr.: „Topos”, nr 3/2013, s. 164-165]

Teraz czytasz:

10 zdań: Bogdan Prejs, „ce ha”, Instytut Mikołowski, Mikołów 2012.

Szczegóły:

Komentarze zostały wyłączone.