10 zdań: Mariusz Partyka, „Eskapady”, Stowarzyszenie Literackie im. K. K. Baczyńskiego, Łódź 2012

piątek, 21 czerwca 2013 | Komentarze zostały wyłączone.

Mariusz Partyka (ur. 1976) z pewnością zaliczy miniony rok do udanych pod względem literackim. Po trzech latach od publikacji Wieży myśliwych, arkusza, który ukazał się nakładem Biura Literackiego, udało się poecie wydać niemal równocześnie dwa zbiory wierszy: Wierzyniec (Strzelin 2012) oraz Eskapady (Łódź 2012).
W tym ostatnim (jeśli posłużyć się chronologią wydania, która nie musi być przecież w tym przypadku wiążąca) Partyka porusza się w tematach, które udało mu się „oswoić” poprzednimi publikacjami. To poezja opierająca się na obrazach, a większość wierszy funkcjonuje w tomiku na zasadzie stop-klatki z wyraźnie wyodrębnionymi szczegółami (zob. choćby: „kruche żyły”, „cuba correos”, „zasięg”). Autor zdaje się nie patrzeć na otaczającą go rzeczywistość jako całość, ale właśnie poprzez skrupulatnie odnotowane detale, przez fragmenty przypominające puzzle, w których każdy element jest równie ważny, co niezbędny.
Istotną rolę odgrywają również w tym zbiorze utwory bezpośrednio i pośrednio poświęcone postaci ojca, które — przeniesione na płaszczyznę nieco bardziej uniwersalną — można odczytać jako świadectwo potrzeby bliskości, a jednocześnie braku porozumienia, potrzeby dzielenia ze sobą zdarzeń istotnych, zawłaszczonych ostatecznie przez codzienność. W wierszu „trzy dogmaty ojca” ten siedzi przy stole w kuchni i patrzy na podmiot liryczny „jakby / chciał powiedzieć coś ważnego”, by ostatecznie zapytać: „u mnie jest dwudziesta pierwsza / trzydzieści pięć, a ty którą masz?”. Podmiot liryczny również chciałby powiedzieć ojcu coś ważnego, ale „zepsuły go dyskusje o współczesnym świecie” (por. „obrócisz się” ze świetną puentą: „obudź mnie, zanim przytulimy się / jak liście zagrabione tuż przed spaleniem.”).
Lektura wierszy Partyki to także duża dawka subtelnie podanego pesymizmu i rozczarowania nie tylko relacjami międzyludzkimi, ale również zastanym porządkiem świata (zob. „pamiątki rodzinne”, „karambol”, „bolid”), gdzie nieszczęście jest zawsze niebezpiecznie blisko, na wyciągnięcie ręki (zob. „spełnia się”); żyjemy tylko dlatego, że krążą w nas płyny („jutro”), samochody „jadą w znane” („bolid”), a nudy nie da się zabić ani obłaskawić („fuzja transu”) nawet „najciekawszymi fragmentami nudnej całości” („po nocnym kinie”). Kwintesencją rozczarowania i rezygnacji wydaje się być znakomite zakończenie wiersza „sztuczki”: „jeśli jest tak, jak mówią — / że bóg jest ukryty jak dziecko za szafą, gdy zbije kryształowy / wazon — więc jeśli tak jest, to co.”. Kropka kończąca ten wers wydaje się mówić o wiele więcej niż znak zapytania, który powinien się tam znaleźć.
Tytułowe eskapady również nie są, jak można by się spodziewać, próbą wyrwania się z otaczającej rzeczywistości, przeciwnie — eskapady to wyprawy do kuchni i ciemnego pokoju, by w końcu wrócić przed ekran monitora i komunikować się z innymi wystukując litery na klawiaturze („zagubieni w wymyślonym wymiarze”), co jest jedynie namiastką prawdziwej rozmowy.
„Jesteśmy bezstronnymi obserwatorami” czytamy w wierszu „JCS w naszej wiosce” i jeśli pokusić się o odniesienie tego zdania do całego zbioru, to i tak teksty z Eskapad powiedzą więcej, niż chciałoby się usłyszeć (por. „tunel).

[prwdr.: „Topos”, nr 3/2013, s. 163-164]

Teraz czytasz:

10 zdań: Mariusz Partyka, „Eskapady”, Stowarzyszenie Literackie im. K. K. Baczyńskiego, Łódź 2012.

Szczegóły:

Komentarze zostały wyłączone.