Ciało jest naszym jedynym domem

niedziela, 15 września 2013 | Komentarze: 0

Tytuł niniejszej rubryki mógłbym z czystym sumieniem odnieść do większości utworów Izabeli Kawczyńskiej, które od lat czytuję z niezmiennym zainteresowaniem i stale rosnącym podziwem dla talentu, formalnej dyscypliny oraz artystycznego smaku autorki. „Drzewo” już od pierwszej lektury zapuściło we mnie swoje korzenie, wrosło głęboko i do dziś nie pozwala mi wyjść z cienia, który daje.


Drzewo

Masz lat tyle co Jezus i nie chcesz umierać. Owoce
są cierpkie i ciężkie jak grzechy. W górze szkli się
słońce, zaprawione żółcią oko. Wilgoć nadciąga

od strony rzeki. Przynosi rustykalną słodycz, a ja
starzeję się przy tobie. Boisz się, że umrzesz w lipcu.
Jest lipiec. Drzewo, na którym wisisz, rodzi owoc.


Robert Rutkowski: W jednym z wywiadów mówisz: „Pisanie to podróż do wewnątrz, kontaktowanie się z własną podświadomością. Na tym polega cała tajemnica”. Czy „Drzewo” jest właśnie taką pocztówką / pamiątką z podróży?

Izabela Kawczyńska: Moje podejście do sztuki wyrasta z koncepcji Junga. To próba dotarcia do podświadomości własnej i zbiorowej, próba transgresji. Sztuka zawsze ma w sobie tajemnicę, której nie potrafimy objąć umysłem, dlatego może być bardzo blisko życia. Możemy analizować formę, język, symbole, ale jeśli chodzi o sam rdzeń tekstu, o ile ma być czymś samoistnym i pulsującym, nie powinien być łatwy do uchwycenia.

R.R.: Łatwość jego uchwycenia zabija, twoim zdaniem, wiersz?

I.K.: Z pewnością czyni go dla mnie mniej interesującym. Chodzi o to, żeby gonić białego królika, wiedząc jednocześnie, że nigdy nie zdołamy go złapać.

R.R.: Co mówi ten wiersz o Tobie?

I.K.: Każdy wiersz przynosi jakąś wiedzę także i o mnie, ale, wiesz, tego nie trzeba mówić głośno.

R.R.: Konfesyjność twoich wierszy należy traktować w takim razie w dużej mierze jako kreację? Largo, tomik, z którego pochodzi „Drzewo”, mimo, że osadzony w poetyce „głębokiego obrazu”, można przecież czytać również w ten sposób.

I.K.: Sztuka zawsze jest kreacją, prawdziwym zmyśleniem. Różnica pomiędzy poezją zwierzeń, a deep imagism sprowadza się do formy, do rekwizytów. Ale, oczywiście, masz rację – każdy wiersz można odczytać jako konfesyjny. Taka, według mnie, jest natura fenomenu, jakim jest wiersz.

R.R.: Pamiętasz okoliczności powstania tego wiersza?

I.K.: Pamiętam, że powstawał bardzo długo, przechodził wiele przeobrażeń i ciągle nie potrafiłam zbliżyć się ani o krok do przeczucia, które w sobie miałam. To był dziwny czas w zawieszeniu pomiędzy miastem, które opuszczałam i życiem na wsi, o którym nie wiedziałam, czy będzie takie, jakim je sobie wyobrażam.
Kiedy byłam bardzo małą dziewczynką, myślałam o Jezusie jak o kimś może nie starym, ale naprawdę dorosłym w chwili ukrzyżowania. Jak o kimś, kto przeżył już tyle, że może umrzeć bez żalu. „Drzewo” powstało ze zderzenia tamtej dziecięcej perspektywy ze świadomością, że ktoś, kogo kocham, ma właśnie tyle lat co Jezus. I to jest próba akceptacji bezradności, bo miłość niczego nie jest w stanie zatrzymać, nikogo obronić. A mimo to kochamy i wierzymy, że nasi bliscy zawsze będą bezpieczni. Czy to nie dziwne?

R.R.: Symbolika drzewa jest dość bogata, wystarczy zajrzeć do pierwszego z brzegu słownika symboli, gdzie przeczytamy m.in. o drzewie jako boskiej gwarancji odnowy, nadziei, płodności, zwycięstwa życia nad śmiercią, a cieniste i pełne owoców gałęzie często rozumiane są jako symbol kobiecości. Piszesz w wierszu: „Owoce / są cierpkie i ciężkie jak grzechy, Wilgoć nadciąga // od strony rzeki. Przynosi rustykalną słodycz”, a wszystko to pod zaprawionym żółcią okiem. Erotyka pod nadzorem, czy to już moja nadinterpretacja? Odnoszę wrażenie, że seksualność w większości Twoich wierszy jest, nazwijmy to, dość mroczna, często z domieszką poczucia winy (co wyraźniej widać w twojej poprzedniej książce). Czy miłość fizyczna to grzech, który przez to smakuje bardziej? Taka „cierpka słodycz”?

I.K.: Jeśli miłość fizyczna miałaby być grzechem, to życie, które bierze z niej początek także musiałoby być grzechem. Nie ma innej energii zdolnej powołać nowego człowieka. Pojęcie grzechu wymyślił człowiek, ciała i miłości fizycznej nie wymyślił człowiek. Jeśli mówię o grzechu, to rozumiem go jako brak autentyczności. I to jest grzech przeciwko sobie. Z jednej strony jest społeczeństwo, jego nakazy, zakazy i oczekiwania, a z drugiej naturalny dla dziecka stan totalności, przyjmowania tego, co zostało nam dane, bez soczewki jakiejkolwiek oceny, poza dobrem i złem. Zbyt często zapominamy, że ostatecznie ciało jest naszym jedynym domem. 
Pierwsza książka, Luna i pies. Solarna soldateska, wyrasta z moich doświadczeń pracy psychologicznej z osobami chorymi psychicznie, co bardzo mocno widać w języku tych wierszy. Zastanawiałam się wtedy nad przyczynami cierpienia i dezintegracji. Bardzo szybko wyłoniły się trzy kwestie — moim zdaniem — osiowe dla schizofrenii: osobowość matki, brak akceptacji własnej seksualności i związane z tym poczucie winy, a przede wszystkim  paraliżujący lęk przed śmiercią. Eros i Tanatos pozostają tematami tabu mimo ich trywializacji w kulturze masowej, ale ani przemilczanie, ani sprowadzenie do banału w niczym nie osłabia mocy praw, którym podlegamy jako istoty seksualne i śmiertelne.

R.R.: Dla mnie „Drzewo” jest przede wszystkim wierszem o nieuchronności losu, tak przynajmniej interpretuję klamrową budowę utworu. A o czym jest ten wiersz dla ciebie?

I.K.: O tym, że los jest nieuchronny i niewzruszony. Ale także o odwiecznej ludzkiej nadziei, że zdołamy ten los zmienić i przebłagać. Francisa Bacona zapytano kiedyś, czy wybrałby nicość, czy piekło. Piekło, odpowiedział, w piekle do końca miałbym nadzieję, byłbym pewien, że kiedyś uda mi się uciec.

R.R.: Niedawno, podczas jednej z naszych prywatnych rozmów, powiedziałem ci, że uważam cię za „poetkę skończoną”. Pamiętam, że bardzo cię to rozbawiło. Chodziło mi oczywiście o twoją umiejętność doskonałego panowania nad tekstem, samoświadomość literacką i wiele innych cech, które zogniskowane w tobie, sprawiają, że jesteś w moim mniemaniu naprawdę doskonałą poetką. Czy podczas pisania potrafisz się jeszcze zaskakiwać? Czy zdarza się, że wiersze wymykają ci się spod klawiatury i mówią zupełnie coś innego, niż chciałaś?

I.K.: Nie czuję się poetką skończoną, a bywają dni, że w ogóle nie czuję się poetką. Pomiędzy zamiar i efekt zawsze pada cień, i nic nie można na to poradzić. A czy zaskakuję samą siebie? Pewnie, że tak. Bezustannie. Właśnie to zaskoczenie, przekroczenie siebie – tylko to jest ważne. 

R.R.: Nietrudno zauważyć, że twoje książki poetyckie różnią się od siebie, a to oznacza, że jesteś autorką poszukującą. Kiedy będziemy mogli przeczytać efekty kolejnych poszukiwań?

I.K.: Faktycznie, nowa książka będzie inna niż dwie poprzednie – to więcej niż pewne. Póki co nie da się powiedzieć nic ponadto, że powoli powstaje.

R.R.: Czekam na nią niecierpliwie. Dziękuję za rozmowę.

[prwdr.: „Arterie”, nr 1/2013, s. 141-142]

Teraz czytasz:

Ciało jest naszym jedynym domem.

Szczegóły:

Zostaw komentarz...