Słowo na niedzielę: Jacek Dehnel

niedziela, 28 września 2014 | Komentarze: 0

Było z mojego wskrzeszenia wiele radości. Ale śmierdzieć nie przestałem. Co robić  jak ktoś cię przywraca do życia, nie wykłócasz się o drobiazgi. Więc znów miałem drzewa oliwne i chmury, i rdzawy cień w załomach murów, niskie muczenie krów pędzonych do wodopoju, smak chleba i mleka, i smażonego mięsa, szorstkość żwiru i bandaży, ale śmierdzieć nie przestałem.
Z początku przychodzili goście, którzy chcieli ze mną zamienić słowo, dotknąć ciała, że ciepłe, i, zasłaniając nos rękawem, zapytać czy tam nie spotkałem ich matki, ojca, stryja, dziecka, kuzyna Nehemiasza, babki, która gdzieś zakopała garnczek monet i nikomu nie zdążyła powiedzieć gdzie. Ale potem sława cudu przygasła, a ja śmierdzieć nie przestałem.
Mówiła mi Maria: Łazarzu, Łazarzu, jesteś wielkim cudem Pana, kontemplujmy tę tajemnicę, módlmy się, ale każde w cichości swojego pokoju. Mówiła mi Marta: Łazarzu, Łazarzu, tak, upiekę ci twój ulubiony placek z czarnuszką i przyrządzę kapłona z szafranem, ale zjedz w cichości swojego pokoju. Kiedy rzucałem im w złości: nie prosiłem się z powrotem na ten świat, odpowiadały: Łazarzu, Łazarzu, jak nieładnie. Odpowiadały: Łazarzu, Łazarzu, bluźnisz. I wracały do swoich pokojów.
Potem wybudowały izbę w ogrodzie i kazały mi się do niej przenieść, żebym nie mieszkał zbyt blisko kuchni. Nazywały ją grobowcem  najpierw między sobą, w żartach, potem nie kryły się z tym i przede mną. Wychodziły do ogrodu i krzyczały: Łazarzu, Łazarzu, zostawiłyśmy ci obiad przed bramą grobowca. Wreszcie kazały zamurować wejście i podawały mi jedzenie przez małe okienko.
Na starość mówiły: co nas podkusiło, żeby zapraszać do domu tego szarlatana!
Na starość mówiły: byłyśmy młode i głupie.

Londyn-Warszawa, 2-3 VII 2012

Jacek Dehnel, Sebastiano del Piombo — Wskrzeszenie Łazarza, [w:] Języki obce, Biuro Literackie, Wrocław 2013, s. 19. 

Teraz czytasz:

Słowo na niedzielę: Jacek Dehnel.

Szczegóły:

Zostaw komentarz...