10 zdań: Grzegorz Olszański, „Starzy nieznajomi”, Stowarzyszenie Inicjatyw Wydawniczych, Katowice 2013

środa, 22 października 2014 | Komentarze: 0

W swoim najnowszym tomiku Grzegorz Olszański (ur. 1973) posłużył się sprawdzoną już m.in. w Sztuce mięsa techniką wiersza fabularnego, który często przypomina prozę rozpisaną na wersy i właściwie ma więcej wspólnego z prozą właśnie, aniżeli z poezją, do jakiej przywykliśmy. Już po lekturze kilku pierwszych utworów wybór takiej formy absolutnie nie dziwi. Z każdej strony książki uderza w nas proza życia. Uderza bezceremonialnie i bez znieczulenia.
Starzy nieznajomi to katalog ludzkich rozczarowań, porażek, zgorzknienia, a miejscami już nawet nie życia, a jedynie biernego oczekiwania na śmierć ze świadomością, że nic interesującego nie może się wydarzyć, że wszystko co najlepsze bezpowrotnie minęło, zostało utracone, a rzeczy ważne zastąpiły ich namiastki, prefabrykaty i dojmująca rutyna, która zabija równie skutecznie, jak łykane w równych odstępach tabletki, których nie chce się nawet popijać (por. wiersz „Krystyna”).
Bohaterowie wierszy Olszańskiego „mają dość lat, by nie mieć złudzeń” (por. wiersz „Charles”), pamiętają „słynne zdanie Thoreau / twierdzącego, że większość ludzi spędza swe życie / w cichej rozpaczy” (por. wiersz „Adam”), więc ostatecznie „bardziej istnieją, niż żyją, / a ich historie coraz częściej sprowadzają się / do historii chorób (por. wiersz „Franciszka”).
Pesymistycznego klimatu książki nie jest w stanie zrównoważyć nawet tropienie kryptocytatów, którymi poeta posługuje się nad wyraz chętnie. Intertekstualny charakter ma już sam tytuł tomiku, w którym można się dopatrzyć nawiązania do jednej z książek Bohdana Zadury, z kolei w notce biograficznej zauważymy odwołanie do Marcina Świetlickiego. Znajdziemy także delikatne ślady literackiej obecności m.in. Michela Houellebecqa (por. wiersz „Wiktor”) i Bohumila Hrabala (por. wiersz „Charles”). Olszański chętnie sięga również po bardziej popkulturowe odwołania, trawestując w tytułach wierszy bądź to tytuł jednego z amerykańskich seriali (por. wiersz „Ewelina”), bądź fragment piosenki zespołu Republika (por. wiersz „Robert”).
W Starych nieznajomych nie brakuje mocnych i wyrazistych point, jak choćby ta, kiedy Karol przed blokiem „poprosi kumpla o fajkę, // opowie mu ten wiersz własnymi słowami” (por. wiersz „Karol”), czy ta, kiedy Jan nie chce usprawiedliwiać Boga, „ale uważa, że w ciągu / sześciu dni naprawdę nie dało się zrobić tego // dobrze” (por. wiersz „Jan”). Dla mnie jednak najbardziej poruszające pozostają wiersze najkrótsze, w których ładunek emocjonalny został skondensowany do zaledwie kilku wersów, na tyle celnych, że długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Mówię tu przede wszystkim o wierszach „Janina” i „Leszek”, których pozwolę sobie nie cytować, by nie odbierać Państwu przyjemności lektury.
W wierszach Olszańskiego można się przejrzeć jak w lustrze odbijającym często to, czego wolelibyśmy nie widzieć albo o czym chcielibyśmy zapomnieć. Taki wniosek po lekturze Starych nieznajomych jest z jednej strony dość zasmucający, bo odziera nasze życie ze złudzeń, z drugiej jednak — wbrew pozorom — pocieszający, bo świadczy o pewnej wspólnotowości doświadczeń i nieuchronności losu, który jest, w mniejszym lub większym stopniu, udziałem nas wszystkich.

[prwdr.: „Topos”, nr 5/2014, s. 192]

Teraz czytasz:

10 zdań: Grzegorz Olszański, „Starzy nieznajomi”, Stowarzyszenie Inicjatyw Wydawniczych, Katowice 2013.

Szczegóły:

Zostaw komentarz...