10 zdań: Klara Nowakowska, „Niska rozdzielczość”, Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław 2013

środa, 22 października 2014 | Komentarze: 0

Jak powszechnie wiadomo, nie należy osądzać książki po okładce, jednak trzymając w rękach najnowszy zbiór wierszy Klary Nowakowskiej trudno mi od tego nie zacząć. Niska rozdzielczość wydana jest niezwykle estetycznie i oszczędnie, a każdy najdrobniejszy nawet detal idealnie komponuje się z całością: począwszy od papieru, przez kolaż Kamy Sokolnickiej, który zdobi pierwszą stronę okładki, na projekcie graficznym całości Aleksandry Matyas kończąc. Warto o tym wspomnieć i oddać w pełni zasłużony ukłon wydawcy.
Wiersze zamieszczone w Niskiej rozdzielczości, jak informuje podtytuł, powstawały na przestrzeni dziesięciu lat (2002-2012). Wbrew temu, czego można by się spodziewać po tak dużej rozpiętości czasowej stanowią one zwarty poetycki projekt, który znakomicie koresponduje z formą, w jakiej został wydany.
Nowakowska pisze oszczędnie, podchodzi do języka ostrożnie i nieufnie, a jednocześnie otwiera go na dodatkowe znaczenia ukryte pod powierzchnią wiersza. To, co czytamy często okazuje się nie tylko jasnym i konkretnym komunikatem, ale także — a może właśnie przede wszystkim — sugestią, której pozwalamy się prowadzić w rejony, gdzie nie ma miejsca na dosłowność, a przeczucie i wrażenie sprawują władzę absolutną.
Wierszem, który doskonale oddaje poetykę Niskiej rozdzielczości pozostaje dla mnie utwór zatytułowany „Wieloryby przepływają obok wyspy Kalsø”, gdzie w kończącej go strofie czytamy: „Nie widać ich właściwie: widać ciemny cień stada, / pojedyncze grzbiety, białą pianę wyrzucaną / wysoko z oddechem”. Wiersze Nowakowskiej w tym zbiorze przypominają właśnie wspomniane wieloryby. W większości prawie ich nie widać na stronie, ale ciągną za sobą ciemny cień, z którego podczas lektury i tuż po niej niesłychanie trudno wyjść.
Przyznaję, że od pierwszego czytania jestem zakładnikiem tych wierszy, tych myśli, które muszą zostać wypowiedziane, choć z góry wiadomo, że będą jedynie kompromisem pomiędzy rzeczywistością a słowami (por. wiersz „Opór”), próbującymi nazywać to, czego nie da się nazwać, bo „to się rozumie samo / przez się” (por. „Długie światła wyobraźni”).
Minimalizm Klary Nowakowskiej, jak celnie zauważył na łamach internetowego pisma Dwutygodnik.com Bartosz Sadulski, „nie jest lingwistycznym zabiegiem czy świadectwem ustępstwa wobec świata — to gest sprzeciwu wobec nadmiaru”, gest, który pozwala wyjść na margines zdarzeń (por. wiersz „Wyjście z sytuacji”) i — czekając na katastrofę — zachwycić się lękiem (por. wiersz „Spokój”).
Niska rozdzielczość to książka, do której się wraca, operująca konkretem, a jednocześnie nieoczywista. Z całą pewnością lektura obowiązkowa.

[prwdr.: „Topos”, nr 5/2014, s. 191-192]

Teraz czytasz:

10 zdań: Klara Nowakowska, „Niska rozdzielczość”, Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław 2013.

Szczegóły:

Zostaw komentarz...