Słowo na niedzielę: Paul Auster

niedziela, 25 stycznia 2015 | Komentarze: 0

— Wymyśla pan nowy język?
— Tak. Język, w którym da się wreszcie powiedzieć to, co mamy do powiedzenia. Dotychczas używany stracił bowiem wszelki związek z rzeczywistością. Póki świat stanowił jedną całość, mogliśmy być pewni, że nasze słowa zdołają go opisać. Ale części składowe świata jęły się rozpadać, kruszyć, ogarnął je chaos. A słowa pozostały niezmienione. Nie dostosowały się do nowej rzeczywistości. Ilekroć więc zaczynamy mówić o tym, co widzimy, dajemy fałszywe świadectwo, zniekształcamy rzecz, którą usiłujemy przedstawić. Wszystko się przez to poplątało. Ale słowa, jak pan dobrze wie, mogą się zmieniać. Chodzi tylko o to, żeby dowieść ich zmienności. Właśnie dlatego posługuję się najprostszymi narzędziami — tak prostymi, że nawet dziecko zrozumie, co chcę powiedzieć. Weźmy pierwszy lepszy rzeczownik… na przykład „parasol”. Kiedy go wymawiam, w pańskiej wyobraźni pojawia się odpowiadający mu przedmiot. Widzi pan drążek, który ma na czubku coś w rodzaju składanych szprych, stanowiących rusztowanie dla wodoszczelnej tkaniny. Wszystko to razem po otwarciu chroni pana przed deszczem. Ten ostatni szczegół jest bardzo ważny. Parasol to nie jakiś tam przedmiot, lecz przedmiot użyteczny. Ołówek służy do pisania, but do chodzenia, auto do jeżdżenia. Pytam więc, co się dzieje, gdy przedmiot traci swą użyteczność? Czy parasol, z którego zdarto tkaninę, nadal jest parasolem? Rozkłada go pan, trzymając szprychy nad głową, wychodzi na deszcz — i przemaka do nitki. Czy taki przedmiot wciąż jeszcze zasługuje na miano parasola? Przeważnie ludzie dalej tak o nim mówią. W najgorszym razie powiedzą, że jest to parasol zniszczony. Moim zdaniem to poważny błąd, źródło wszystkich naszych nieszczęść. Skoro parasol nie spełnia już swej funkcji, przestał być parasolem. Jest może do parasola podobny, ale przeistoczył się w co innego. A słowo się nie zmieniło. Nie oznacza więc już przedmiotu, z którym nadal niesłusznie je się kojarzy. Jest nieprecyzyjne, fałszywe; ukrywa coś, co powinno ujawniać. A skoro nie umiemy nazwać nawet zwykłego, banalnego przedmiotu, który trzymamy w ręku, jaką możemy mieć nadzieję, że uda nam się wyrazić sprawy głęboko nas obchodzące? Póki nasze własne słowa nie zaczną odzwierciedlać idei przemian, będziemy zagubieni.

Paul Auster, Szklane miasto, [w:] Trylogia nowojorska, tłum. M. Kłobukowski, Noir sur Blanc, Warszawa 1996, s. 75.

Teraz czytasz:

Słowo na niedzielę: Paul Auster.

Szczegóły:

Zostaw komentarz...